STRONA GŁÓWNA

WSPIN & SPELEO

TREKKING

GALERIA

O MNIE

LINKI

AKTUALNOŚCI

KSIĘGA GOŚCI


SCHRONISKA

SPRZĘT

Trekking

KARKONOSZE W JEDEN DZIEŃ
LIPIEC 2002

Przed schriniskiem na przeł. Karkonoskiej

Czas: 1 lipca 2002
Trasa: Szklarska Poręba - Szrenica - Łabski Sczyt - Wlk. Szyszak - Przeł. Karkonoska - Tępy Szczyt - Śnieżka - Przeł. Okraj - Kowary

         Łażąc po Karkonoszach tam i z powrotem zaświtał nam w końcu pomysł, żeby przejść całość, od Szklarskiej do Kowar, jednego dnia. W internecie natknęliśmy się na opis identycznej wyprawy (dlatego podaruję sobie dokładny opis trasy i odsyłam pod !!!adres) z czasem przejścia ok. 10 godzin. Zachęceni, z niecierpliwością czekaliśmy odpowiedniej okazji i takowa nadarzyła się po zamknięciu sesji letniej.

         Wczesnym rankiem 1 lipca wpakowaliśmy się do auta i zajechaliśmy na parking koło PKP w Jeleniej Górze. Pociąg do Szklarskiej właściwie już czekał podstawiony, więc zakupiliśmy bileciki i po jakiejś godzince byliśmy na miejscu.
Blondik i Maro na Słoneczniku          9.13 - wreszcie ruszyliśmy i choć z początku szło się dość podobnie jak w kwietniu, to już na Szrenicy poczuliśmy znaczną różnicę związaną oczywiście z brakiem śniegu. Trasę, która wtedy zajęła nam ponad 6 godzin teraz pokonaliśmy w ok. 3 i już po 12-tej stanęliśmy na półgodzinny popas na przełęczy Karkonoskiej. Dalej szliśmy w podobnym stylu, tzn. gładko i sprawnie, więc ok. 17.13 stanęliśmy na końcu szlaku na przełęczy Okraj. Po kolejnym posiłku zeszliśmy do Kowar, skąd o 19.26 zabrał nas autobus do Jeleniej. Zadowoleni z udanego wypadu i w sumie dość sprawnego przejścia szlaku wróciliśmy do Wrocławia.

         Oprócz dość krótkiego czasu przejścia wypad ten miał jeszcze jeden duży plus - niepowtarzalne widoki, zarówno polskiej jak i czeskiej części Karkonoszy. Podczas wypraw zimowych szliśmy jednak przeważnie we mgle, albo przy zachmurzonym niebie i słabej widoczności. Dopiero w dolinach, gdzie siłą rzeczy nie ma tak pięknych widoków jak na grani, trafialiśmy na przejawy dobrej pogody. Tym razem było inaczej - prawie cały czas idąc Drogą przyjaźni polsko-czeskiej mieliśmy niemal wymarzone warunki, a nierzadko i słoneczko zaświeciło. Wszystko czego trzeba do pełni szczęścia.



Mała galeria:

Pierwszy postój z małym popasem w schronisku na przełęczy Karkonoskiej (1198). Pełny żołądek, sprzyjająca pogoda, zadowolone miny - zdecydowani, chcemy brnąć naprzód ;o)
Euforia Mara na skałce w pobliżu Słonecznika - czuł się niczym "młody bóg"...
(fot. Blondik)
Ja i Maro na Słoneczniku Jest coś pięknego i urzekającego w tej skale, i niemal zawsze, gdy jesteśmy w pobliżu staramy się zrobić jakąś fotkę - Słonecznik (1420).
(fot. Blondik)
To już w zasadzie koniec trasy - po niespełna 8 godzinach prostujemy nogi przy schronisku na przełęczy Okraj (1046). Przed nami jeszcze tylko ok. godzinny spacer do Kowar.
(fot. samowyzwalacz ;o)
Kamienny most na końcu naszej wędrówki - nieopodal przystanku PKS w Kowarach (widocznego w prawym dolnym rogu ;o).
(fot. Blondik)