STRONA GŁÓWNA

WSPIN & SPELEO

TREKKING

GALERIA

O MNIE

LINKI

AKTUALNOŚCI

KSIĘGA GOŚCI


SCHRONISKA

SPRZĘT

Trekking

MASYW ŚNIEŻNIKA I GÓRY BIALSKIE 2003 (ZIMA)

Na Rudawcu (1105), Góry Bialskie

Masyw Śnieżnika i Rudawiec (późną) zimą, czyli historia pewnego kompasu...

         Przez całą zimę tego roku towarzyszyło nam poczucie niespełnienia, bo na dobrą sprawę, nie udało nam się zorganizować ani jednego zimowego wypadu w góry. Ciągłe i bezustanne zgnuśnienie powodowane nagromadzeniem uczelnianych obowiązków, postanowiliśmy zrehabilitować zasłużonym odpoczynkiem (czyt. wyciskiem ;o)) w górach - wybór padł na Masyw Śnieżnika. Do pomysłu przychyliła się spora ekipa z roku - w końcu każdemu należy się odrobina relaksu - więc plany mieliśmy wybitnie "spacerowo-relaskujące": Stronie Śląskie - Śnieżnik pierwszego dnia, a potem się zobaczy...
         Już na kilka dni przed wyjazdem drużyna zaczęła się "wykruszać" i w efekcie o 5.21 na dworcu głównym we Wrocławiu (było to JEDYNE sensowne połączenia do Stronia Śląskiego) pojawił się komplet w liczbie... 3 osób. Maro, Sielak (vel. Wojtek) i ja. W końcowym rozrachunku taki skład okazał się dla nas nieco "zgubny", ponieważ właśnie ten fakt - czyli świadomość dosyć "mocnego" składu - sprowokował rozważania nad lekką modyfikacją planów i rozbudowaniem trasy wypadu z rozmiaru "relaksującego spacerku" do trochę bardziej wytężającego przejścia, uwzględniającego także wędrówkę po zmroku (w końcu czołówki w plecakach, trasa niezbyt trudna, więc czego się obawiać). Pomysłem na "plan MAX" było przejście z Bielic przez Rudawiec (Góry Bialskie) na Śnieżnik, choć wydawało się to dość nierealne w warunkach zimowych.

         Po przyjeździe do Stronia Śląskiego mieliśmy zamiar pekaesem dostać się do Bielic, ale gdy zobaczyliśmy, że najbliższy autobus jest po godzinie 14-tej (czyli za ok. 4 godziny) zrezygnowaliśmy z tego planu. Rozważaliśmy także możliwość pokonania tego dystansu pieszo, ale nie wiedzieliśmy ile faktycznie mogło nam to zająć czasu. Na szczęście idąc przez Stronie zauważyliśmy punkt informacji turystycznej PTTK, w którym zostaliśmy bardzo miło i rzetelnie poinformowani o warunkach na szlakach i możliwości przejścia pieszo przez Bielice na Śnieżnik (czyt.: zostaliśmy zdecydowanie odwiedzeni od tego planu - i całe szczęście ;o)) Alternatywą był szlak z Bolesławowa przez Przełęcz Płoszczyna na Śnieżnik. Pan w informacji był tak uprzejmy, że sprawdził, o której mamy autobus do Bolesławowa jednak okazało się, że również w tym kierunku nie kursują one zbyt często. Podziękowaliśmy więc równie uprzejmie i ruszyliśmy w drogę.
         Krajobraz w drodze do Bolesławowa wyglądał raczej wiosennie niż zimowo - ciepło, pełne słońce, błękitne niebo i ani grama śniegu. Tylko ten męczący asfalt... Jednak już kilkaset metrów za Bolesławowem teren był przykryty warstwą śniegu, wystarczającą dla funkcjonowania dwóch wyciągów położonych przy szlaku, którym szliśmy. Dalsza wędrówka była znacznie przyjemniejsza - szlak pokryty śniegiem i las dookoła - więc trzymaliśmy cały czas dość dobre tempo. Masyw Śnieżnika, Przełęcz Płoszczyna Tym nie mniej z lekkim zaskoczeniem spostrzegliśmy po trzech godzinach od wyruszenia ze Stronia, że jesteśmy na Przełęczy Płoszczyna. Zważywszy, że była dopiero 13.00, a od Śnieżnika dzieliło nas zaledwie 2,5 godziny wędrówki postanowiliśmy zatrzymać się na posiłek i... odbić najpierw na Rudawiec, wrócić na przełęcz i dopiero wtedy pójść na Śnieżnik. Byłaby to realizacja planu "max" mimo, iż nie wyruszyliśmy z Bielic. Droga na Rudawiec i z powrotem oznaczała dodatkowe 4 godziny marszu i jednocześnie konieczność pokonania części drogi na Śnieżnik i do schroniska w ciemnościach. Ale przecież chodzi o maksymalny wycisk :D

         Na Rudawiec i z powrotem szliśmy całkiem sprawnie, bo wbrew informacjom jakie uzyskaliśmy wcześniej szlak był przetarty (w głównej mierze przez czeskich biegówkarzy), a i pogoda była całkiem przyjemna. Problemy zaczęły się, kiedy wyruszyliśmy z Przełęczy Płoszczyna na Śnieżnik. W doskonałej formie był właściwie tylko Wojtek, bo dźwigał minimalny ciężar, a my spakowaliśmy się nieco... solidniej (tzn. mimo wszystko wzięliśmy śpiwory i jakiś palnik ;)). Dodatkowo Markowi już od pewnego czasu dokuczały nowe buty (=odciski), więc szliśmy nieco wolniej. Po jakimś czasie zapadł zmrok, a ja odebrałem smsa od Wojtka, który poszedł przodem, że czeka na nas, bo skończyły się oznakowania szlaku. No to klops. Przy świetle czołówek staraliśmy się iść przynajmniej za śladami biegówek i okazało się to całkiem niezłym pomysłem, bo po jakimś czasie znaleźliśmy oznakowania szlaku, tyle że... czeskie. Lepsze takie niż żadne. Zresztą według mapy, polskie znaki szły równolegle tylko widocznie szlak był w gorszym stanie i dlatego trafiliśmy na czeski.
I tak drepcząc sobie w górę, po pewnym czasie zauważyliśmy, że nie sposób rozdzielać się na odległość większą niż 4-5m, a co gorsza odnalezienie kolejnej tyczki wskazującej drogę stało więc poważnym problemem - otaczała nas wszechogarniająca i gęsta jak mleko mgła... Latarki, które w normalnych warunkach pozwalają widzieć w ciemnościach na odległość 30m pozostawały niemal bezradne wobec gęstej mgły. Już wtedy przypominał się "głos", który przy pakowaniu podpowiadał "pamiętaj o kompasie, pamiętaj..." No i w efekcie zapomnieliśmy, co stało się przyczyną naszego największego problemu tego dnia.
Masyw Śnieżnika, Na Śnieżniku (1425), ok. godz. 21.30          Jeszcze przed godziną 21.30 stanęliśmy na szczycie Śnieżnika (widoczność nadal mizerna), ucieszeni, że do schroniska już niedaleko i za chwilę zjemy ciepłą kolację (w szkole średniej miałem okazję być na Śnieżniku w ramach klasowej wycieczki, więc pamiętałem, że dystans od szczytu do schroniska to raptem ok. 20 minut). Niestety poszukiwania szlaku we wszystkich możliwych kierunkach spełzły na niczym (brak kompasu!), a tyczek za cholerę (przepraszam) po naszej stronie nie uświadczysz (!). Jedyne wiodą szlakiem, którym przyszliśmy. Zniechęceni ponad półgodzinnymi poszukiwaniami decydujemy się na ostateczny krok, wiedząc, że sami sobie nie poradzimy - telefon do GOPR. Nigdy wcześniej nam się to nie przydarzyło, ale teraz przez "zwykłą" mgłę zmuszeni jesteśmy alarmować ratowników górskich. Mówi się trudno - choć schronisko "na wyciągnięcie ręki" dogadujemy się przez telefon komórkowy z ratownikami i czekamy przy ruinach wieży. Ponieważ czeka nas jakieś 20 minut oczekiwania, znajdujemy sobie przyjazną niszę z zawietrznej strony ruin, gdzie - o zgrozo! - znajdujemy oznakowanie szlaku... Trudno - ratownicy i tak już w drodze, więc dopijamy resztki herbaty i czekamy. Po pewnym czasie słyszymy nawoływania od strony lasu i szczekanie psa :) To ekipa, która aktualnie przebywała w schronisku wyruszyła nam na spotkanie, powiadomiona przez goprowców.
         Już schodząc z chłopakami szlakiem do schroniska spotykamy ratowników na skuterze śnieżnym, więc przystajemy w celu "uregulowania formalności" (tzn. podajemy nazwiska; najpierw zostajemy poinformowani przez ratowników, że nie czekają nas żadne konsekwencje finansowe ;)) i łyknięcia herbatki. Pijemy łapczywie chociaż gorący płyn parzy nam usta. Po chwili jest już po wszystkim i 5 minut później jesteśmy w ciepłym schronisku, gdzie zostaliśmy przyjęci bardzo gorąco i mimo późnej godziny oraz dawno nieczynnej już kuchni, otrzymaliśmy (gratis!) herbatkę z cytryną. W końcu kolacja i zasłużony odpoczynek.
         Drugi dzień to już tylko przyjemne zejście do Kletna (także z wykorzystaniem dupolotu, z czekanem jako hamulcem ;))), odwiedzenie jaskini Niedźwiedziej (o dziwo udało nam się dostać bilety bez rezerwacji) i dwugodzinny marsz do Stronia Śląskiego.
Na koniec tego przydługawego teksu, który mam nadzieję, mi wybaczycie, chciałem się podzielić dwoma refleksjami:
- dobrze jest mieć ze sobą kompas (od czasu tej przygody zawsze mam go przy sobie podczas wypadu) - w sumie sprawa dosyć oczywista, ale (o czym świadczy nasza przygoda) można zapomnieć,
- w razie konieczności alarmowania ratowników dobrze jest dać odczuć, że jest się ekipą przygotowaną do wycieczki i precyzyjnie formułować zdania przez telefon - pomoże to obu stronom znalezienie w szybkim czasie odpowiedniego rozwiązania; goprowcy kilkakrotnie zaznaczali, że jadąc do nas specjalnie się nie martwili, bo wiedzieli, że oczekuje ich dobrze przygotowana ekipa, której nie zagraża wychłodzenie ani wygłodzenie.
A dla nas była to już druga przygoda, która bardzo nauczyła nas pokory względem gór i pogody.



Mała galeria:

Konsultacje z mapą i pierwsze kroki na śniegu Pierwsze kroki na śniegu - w drodze na przełęcz
Masyw Śnieżnika, Przełęcz PłoszczynaPrzeł. Płoszczyna (817)
Góry Bialskie, Rudawiec (1105)Góry Bialskie - Rudawiec (1105) zaliczany do Korony Gór Polski ; jeszcze świetna pogoda, nawet słoneczko lekko przygrzewa...
Masyw Śnieżnika, W drodze na ŚnieżnikPo powrocie z Rudawca na przełęcz Płoszczyna trzeba zacząć "podejście właściwe" - wędrówka z przełęczy na Śnieżnik
Masyw Śnieżnika, Na Śnieżniku (1425), ok. godz. 22.00Na szczycie Śnieżnika (1425) ok. 21.30 - widoczność max. 5m...
Masyw Śnieżnika, Na Śnieżniku (1425), ok. godz. 22.00Zdjęcia wbrew pozorom są dobre technicznie - biel na zdjęciu to ta paskudna mgła...
Masyw Śnieżnika, W schronisku Drugi dzień - poranek w schronisku i pożywne śniadanko
Masyw Śnieżnika, Jelenie z polibudy ;o) "3 jelenie z polibudy" (jeden aresztowany)
Masyw Śnieżnika, Schronisko na Śnieżniku we mgle"Wyśmienita" widoczność :/ - ok. godz. 11tej
Masyw Śnieżnika, Zjazd na dupolocieGogle na twarz, dupolot w jednej, "hamulec" w drugiej ręce i jazda!
Masyw Śnieżnika, Wojtek schodzący w kierunku KletnaSzlakiem do Kletna (I) - schodzi Sielaq
Masyw Śnieżnika, MAro schodzący w kierunku KletnaSzlakiem do Kletna (II) - schodzi Maro
Masyw Śnieżnika, Po kolana w śniegu - było ciężko ;o)"A śniegu to było po pachy a przynajmniej po pas..." - grunt to umiejętnie przyklęknąć w tych 30cm puchu i zrobić sugestywne zdjęcie ;o)
Masyw Śnieżnika, Po kolana w śniegu - było ciężko ;o)Kamieniołom w Kletnie
Masyw Śnieżnika, Strumyk nieopodal KletnaImpresje z drogi - zimowy strumyczek...
Masyw Śnieżnika, Kletno, Brejw klajmbers przed zamarzniętą fontannąNasz "Iceberg" powstały z fontanny :o) Foto pt. "Tylko nie przyjacielskie zdjęcie"
Masyw Śnieżnika, Kletno, Ajs klajmber: Majk"Lodowspinanie" w wydaniu moim...
Masyw Śnieżnika, Kletno, Ajs klajmber: Maro...Marka...
Masyw Śnieżnika, Kletno, Ajs klajmber: Wojtek...i Sialaka.
PKP Stronie Śląskie, Dzielni traperzy w drodze powrotnejAfter ended Quest w przedziale obiektu lokomocyjnego firmy PKP (pięknie k...., pięknie ;o) ) - wracamy do domu.