STRONA GŁÓWNA

WSPIN & SPELEO

TREKKING

GALERIA

O MNIE

LINKI

AKTUALNOŚCI

KSIĘGA GOŚCI


SCHRONISKA

SPRZĘT

Trekking

TATRY 2003

Czas: 25-30 sierpień 2003
Realizacja: max+elastyczna

         Jako, że jest to relacja mocno powypadowa, nie będę wdawał się w zbędne szczegóły i raczej ograniczę się do oddania wrażeń z dreptania po Taterkach Vysokich od strony naszych południowych sąsiadów Słowaków.
         Sam wypad przebiegał zgodnie z planem, nowe buty sprawowały się doskonale (polecam AKU Taiga ;o) ) i nawet pogoda skłonna była do jako-takiej współpracy. Choć z tym akurat bywało różnie...

Dzień I - Standardowa rozgrzewka
         Ścisły początek trasy pierwszego dnia trudno zaliczyć do najprzyjemniejszych, ale ten kawałek asfaltu trzeba było pokonać, żeby dotrzeć do Jaworzyny Tatrzańskiej, w której początek mają szlaki niebieski i zielony. Za to wędrówka Javorową Doliną a następnie Zadnimi Medodolami to już sama przyjemność i przepiękne widoki w połączeniu z doskonałą rozgrzewką przed ewentualnym wyciskiem podczas kolejnych dni. Przy tak sprzyjającej pogodzie należało się spodziewać jeszcze wspanialszych doznań estetycznych i oczywiście kochane Tatry przez ani jedna minutę dnia nie zawiodły. Z Kopskiego Sedla mamy już widok zarówno na panoramę Tatr Bialskich jak i dolinę Białej Wody wraz z wznoszącymi się nad nią szczytami słowackich Tatr Wysokich.
Stosunkowo wcześnie docieramy do Chaty pri Zelenom plese, więc po fotce i posileniu się postanawiamy zachód słońca podziwiać z Jagnięcego Szczytu (2229). Po drodze, na poziomie Belasego Plesa, mijamy stadko kozic, zupełnie jakby nie zainteresowanych naszymi osobami o czym świadczy choćby fakt, iż z tak bliska dały się sfotografować. Sam szlak na Jagnięcy Szczyt okazuje się bardzo przyjemny, choć bywają odcinki mogące sprawiać trudności - już sam początek jest dość stromawy więc trzeba stawiać sporawe kroki, na poziomie stawu jest łagodnie, natomiast sam koniec zdołał pewną niewiastę z lękiem przestrzeni przyprawić o lament. Nagrodą za ewentualne szlochy i łzy ;o) jest przecudny widok ze szczytu roztaczający panoramę na Tatry Bialskie oraz Wysokie (chyba także polskie, choć za to sobie ręki uciąć nie dam...). Wśród nich wybitne szczyty Łomnicy oraz Kieżmarskiego i Pysznego Szczytu znaczą wyraziście grań nad Zielonym Stawem.

Szlak:
PKP Zakopane - Łysa Polana - Tatranska Javorina - Polana pod Muranom - Kopske Sedlo - Chata pri Zelenom Plese - Jahnaci Stit - Chata pri Zelenom Plese

Dzień II - Do Chaty Teryho i jeszcze
         Kolejny dzień wyśmienitej pogody końca lata dostarczający jeszcze wybitniejszych widoków. Z początku przyjemnie, po chwili już sporawy wycisk przy podchodzeniu pod Wielką Świstówkę (2037) - kolejny wspaniały punkt widokowy. Dalej łatwy trawers do stacji przesiadkowej kolejki na Łomnicę przy Skalnatem pleso. Po posileniu się wyruszamy dalej Magistralą Tatrzańską do Chaty Zamkowskiego. Bardzo przyjemnie schodzimy po pewnym czasie w las po to by już niedługo wyjść z niego w Malej Studenej Dolinie na szlaku wiodącym do Chaty Teryho - najwyżej położonego schroniska w Tatrach czynnego cały rok. W schronisku zostawiamy tylko duże plecaki i z tabliczką czekolady, butelka wody oraz polarami w mniejszym plecaku postanawiamy uderzyć na przełęcz Sedielko. W przewodniku Maro czyta, iż nie jest to najłatwiejszy szlak, ale jeszcze mały zapasik godzin dziennych pozostał więc dziarsko ruszamy podziwiając po drodze wznoszące się niemal spod naszych stóp Łomnicę (2633) i Pyszny Szczyt (2621) - tym razem od drugiej strony - oraz lekko w oddali Lodowy (2627). Już podchodząc pod przełęcz zaczynamy rozumieć na czym polega trudność szlaku - od poziomu Modrego plesa szlak zaczyna piąć się stromiej jednocześnie zamieniając się w jedno wielkie piarżysko. Mimo to drapiemy się na przełęcz, gdzie spotykamy kilka koleżanek z kolegą zmierzających na nocleg do Chaty Teryho. Na przełęczy wieje aż miło, lecz pomimo wyraźnie odczuwalnego zimna postanawiamy przed założeniem kurtek zrobić zdjęcie pt. "Nam wcale nie jest zimno" ;o) z widokiem na Słowację i Prostredny hrot (2441). Droga powrotna konsekwentnie okazuje się koszmarem więc traktując ją stekiem wyzwisk, których nie zacytuję schodzimy powoli pomagając koleżankom. Na pewnym etapie, starając się w pewnym stopniu zharmonizować z obsuwającymi się spod nóg kamieniami i piachem, postanawiam wykorzystać kijki teleskopowe symulując w pewnym stopniu jazdę na nartach (co nota bene okazało się całkiem dobrym pomysłem). Koniec końców zasiadamy na kolacji w schronisku przy klimatycznym świetle lamp naftowych.

WAŻNE: z powodu położenia całość towaru do jak i z (śmiećki) schroniska jest noszona przez tragarzy, więc należy się nastawić, iż swoje śmieci zabieramy ze sobą. Drugą sprawą jest brak ciepłej wody (choć to w sumie prawie standard tatrzańskich schronisk ;o) ) oraz prądu. Stąd oświetlenie jadalni lampami naftowymi i jednocześnie brak oświetlenia pozostałej części schroniska - warto mieć ze sobą czołówkę (co generalnie powinno być normą w przypadku tego typu wyjść w góry).

Szlak:
Chata pri Zelenom Plese - Velka Svistovka (2037) - Skalnate pleso (1751) i stacja kolejki - Tatranska Magistrala - Zamkovskeho chata (1475) - Teryho chata (2015) - sedlo Sedielko (2376) - Teryho chata

Dzień III - Maksymalny wycisk: 11h
         Plany tego dnia traktowaliśmy raczej elastycznie, więc zarówno cele pośrednie jak i baza noclegowa pozostawały sprawą otwartą. Wiedzieliśmy na pewno, że bez większego problemu dotrzemy do hotelu górskiego pt. Śląski dom. Po pobudce przez ekipę chaty Teryho i śniadanku (jajecznica z 2 jaj na cebulce + serek topiony) wyruszamy. Trasa zaczęła się całkiem atrakcyjnym (czyt. stromym) podejściem pod bardzo wietrzne Priecne sedlo, a następnie już łagodnie zejściem do Zbójnickiej chaty. Po posileniu wyruszamy na kolejną przełęcz - sedlo Prielom (2290) - raz to grzecznie ustawiając się w kolejce ludzi bieżących w tym samym kierunku, raz to omijając wszystkich na różnorakie możliwe sposoby. Już w Zbójnickiej chacie zdecydowaliśmy się odskoczyć z przełęczy Polsky hreben na szczyt Vychodna vysoka (2428), więc schodzimy w pośpiechu stromym zejściem z przełęczy Prielom, po to tylko, żeby za chwilę podejść pod kolejną przełęcz. Wejście na Vychodną vysoką wychodzi nam całkiem sprawnie, tym bardziej, że swój plecak zamaskowałem gdzieś pomiędzy skałami obok szlaku. A ze szczytu - wspaniały widok. Widać jeszcze nawet Tatry Bialskie no i przede wszystkim Gerlach oraz Kotlovy i Litvorovy stit, a z drugiej strony Łomnicę i Pysny Stit. Wracamy na przełęcz i spokojnie schodzimy do Śląskiego Domu na krótki odpoczynek i herbatkę.


         To jednak nie koniec dreptania tego dnia - już znacznie wcześniej wiedzieliśmy czym może się zakończyć nasze elastyczne podejście do planowanej trasy dnia. Wzmocnienie kaloriami i gorącym trunkiem i... w drogę - na Popradskie pleso!
         Szlak w końcu całkiem przyjemny - zasadniczo trawers, minimum podejścia i zejście do schroniska. Z tym, że mamy już za sobą praktycznie cały dzień solidnego napierania. Ale tfardym cza być. I wszystko byłoby fajnie i superdobrze gdyby nie fakt, że po pewnym czasie - jeszcze jakieś dobre 1,5h od schroniska - widzimy zbierającą i zbliżającą się do nas burzę. Niby nie idziemy granią ale trawers Tatrzańska magistralą jest na tym etapie dość eksponowany, więc w duchu przyzywamy swoich aniołów stróżów, żeby nas COŚ nie trafiło. Zaczyna padać i robi się szarówka. Na dodatek Maro dość boleśnie odczuwa obtarcia na stopach i zbyt ciężki plecak. Podrzucam mu kijek teleskopowy i... nabieramy tempa, którego sam mistrz Korzeniowski by się nie powstydził. I to na dodatek w warunkach górskich i po śliskich kamorach! Już jakieś 10 minut od przełęczy pod Ostrovou widzimy, że burza zmieniła kierunek i centrum minie nas łukiem. Ufff... Jeszcze tylko strome zejście zakosami z przełęczy - na samym początku zakładamy czołówki - i przy sztucznym świetle docieramy do chaty pri Popradskom plese (1500).
         Ten dzień to zdecydowanie największy wycisk podczas całej tegorocznej wyprawy - około 11 godzin solidnego marszu.

Szlak:
Teryho chata - Priecne sedlo (2352) - Zbojnicka chata (1960) - sedlo Prielom (2290) - Polsky hreben (2199) - Vychodna vysoka (2482) - Polsky hreben - horsky hotel Sliezsky dom (1670) - Tatranska magistrala - sedlo pod Ostrovou (1966) - Chata pri Popradskom plese (1500)

Dzień IV - Rekonwalescencja
         Poranek czwartego dnia wycieczki zaiste cudowny - kryształ pogoda, słoneczko, błękitne niebo... Ale cóż z tego - naprawdę spory wysiłek dnia poprzedniego dał się we znaki głównie odciskom i obtarciom stóp Mara, ale i mnie jeden dzień odpoczynku był na rękę. Wyruszamy więc z rana Tatrzańską magistralą wśród przepięknych widoków w kierunku Strbskiego Plesa i dalej - do Tatranskiej Strby i (po przesiadce) do samej Strby, gdzie znajdujemy miejsce na nocleg.
Tam już tylko odpoczynek, jedzonko i spacerek po okolicy - słowem: regenerujemy siły.

Szlak:
Chata pri Popradskom plese (1500) - Strbskie Pleso (1346) - /pociąg/ Tatranska Strba - Strba

Dzień V - Wśród mgły
         Wczesna pobudka i... raz-dwa na pociąg. Niestety - to są uroki nocowania poza tatrzańskimi schroniskami. Choć z drugiej strony trzeba przyznać, że sporo taniej.
Pogoda tego dnia raczej umiarkowana - bez opadów, ale też i bez słoneczka. Przez to też i nasze plany niezbyt ambitne.
         Po dotarciu do Strbskiego Plesa uderzamy żółtym szlakiem prze Mlynicka Dolinę na Bystre Sedlo (2314). Wędrówka całkiem przyjemna, tym bardziej, że z małymi plecakami, więc nadrabiamy sporo szacowanego "mapowego" czasu. Do pełni szczęścia brakuje jednak pogody. To największy mankament dzisiejszego dnia - w miarę nabierania wysokości gęstnieje mgła. Gdy osiągamy przełęcz zaczyna dodatkowo padać drobny deszcz, co w połączeniu ze standardowym dla przełęczy "przeciągiem" daje wrażenie sporego oziębienia.
Szybka herbatka + czekolada w jakiejś skalnej niszy i czym prędzej schodzimy. W stosownym miejscu odbijamy z żółtego szlaku na niebieski, wiodący do Chaty pod Soliskiem. To właśnie Przednie Solisko (2093) miało stać się naszym ewentualnym dodatkowym celem w przypadku polepszenia pogody. Ale w takich warunkach nie ma sensu bezcelowo tracić siły i czas na włażenie na szczyt - na górze i tak będzie widać tylko biel mgły, więc żadna z tego przyjemność. Po niespiesznym obiadku schodzimy do Strbskiego Plesa. Jako dodatkową atrakcję tego "średnio atrakcyjnego" dnia fundujemy sobie wejście na skocznie narciarskie w ośrodku sportowym w Strbskim Plesie. Każda ma cos w sobie nawet w letnich warunkach - mała wyściełana igielitem, duża natomiast... przygotowana do skoków na bandżi ;o) Wprawdzie tego dnia ekipa skoczków raczej nie cieszyła się zbyt dużą klientelą, więc gdy weszliśmy na górę zastaliśmy ich oglądających filmy na kompie. Też jakaś rozrywka, choć adrenaliny chyba trochę mniej...

Szlak:
Strbskie Pleso (1346) - Mlynicka Dolina - Vodospad Skok - Bystre Sedlo (2314) - Furkotska dolina - Chata pod Soliskom (1840) - skocznie - Strbskie Pleso

Dzień VI - Powrót i pierwszy śnieg
         W planach na słowacką część Tatr Wysokich mieliśmy jeszcze kilka tras - między innymi szlak na Krywań - ale z powodów natury pogodowo-chęciowo-budżetowych zdecydowaliśmy wrócić do Polski przez Rysy.
         Początek standardowy już niestety od paru dni, czyli pociąg do Strbskiego Plesa. Stamtąd Magistralą do Popradskiego Plesa gdzie zaczyna się właściwa trasa powrotna - najpierw niebieski szlak Doliną Mięguszowiecką a po paru minutach odbicie na czerwony szlak na Rysy. Pogoda jest całkiem przyjemna i słoneczna, lecz mimo wszystko stosunkowo chłodna. Wśród pięknych widoków, raz stromiej raz łagodniej, docieramy do Chaty pod Rysami. Schronisko rzeczywiście ma fantastyczny klimat. Przede wszystkim miejsc noclegowych jest tam raptem kilkanaście, więc dobrze jest zrobić rezerwację - nawet jeśli liczymy na glebę warto się upewnić czy jest jeszcze miejsce. Wokół schroniska można też się natknąć na przejawy swoistego poczucia humoru gospodarzy - zdezelowany rower z tabliczką o możliwości wypożyczenia za jedyne 5Sk/h czy wychodek "na krawędzi" z informacją o "strefie intymnej". Wszystko to w połączeniu z faktem, iż jest to najwyżej położone schronisko w Tatrach (zamknięte w zimie) składa się na jego niepowtarzalny klimat.
         Po obiadku ruszamy w stronę przejścia na Rysach, mając nadzieję, że przekroczenie granicy odbędzie się bez zbędnych problemów. Oczywiście na szczycie strażnika brak, więc jeszcze tylko spojrzenie za siebie na słowacką część Tatr, tabliczka czekolady, fotka i... do domu.
         Nie wspominałem wcześniej, iż już jakieś 30-40 minut od Chaty pod Rysami zaczął padać śnieg - pierwszy tej jesieni (czy właściwie lata jeszcze). Napadało może niezbyt wiele, ale wystarczyło, żeby znacznie utrudnić poruszanie się na szlaku. Maro kilkakrotnie klął siarczyście omal nie skręcając sobie nogi przy schodzeniu z Rysów. Jakby tego było mało, gdy wdrapaliśmy się na szczyt zaczęła gęstnieć mgła, dlatego szybka ewakuacja była ściśle zalecana. Już jakieś kilkanaście minut od szczytu widoczność znacznie się poprawiała, ale i tak najbardziej stromy odcinek szlaku trzeba było przebrnąć w gęstym mleku.
         Ostatnie miłe oku widoki w okolicy Czarnego Stawu i Morskiego Oka, i reszta to już tylko nużący marsz asfaltowym szlakiem z Morskiego Oka przez doliny Rybiego Potoku i Białczańską do Palenicy. Busik do Zakopca i symboliczne piwko w pociągu - znowu do domu...

Szlak:
Strbskie Pleso (1346) - Tatranska magistrala - Popradskie Pleso - Mengusovska dolina - Chata pod Rysmi (2250) - Sedlo Vaha (2339) - Rysy (2499) - Czarny Staw (1583) - Morskie Oko (1395) - Dolina Rybiego Potoku - Palenica Białczańska - /bus/ Zakopane


         Podsumowując ten pierwszy wypad w słowacką część Tatr Wysokich doszliśmy do kilku wniosków. Po pierwsze - primo - jak całe Tatry i ta część urzeka swym niepowtarzalnym pięknem. Po drugie - primo - jest jednak trochę więcej przestrzeni, więc i ludzie nie potykają się o siebie na szlakach. Po trzecie - primo - niestety stosunkowo mało jest szlaków wiodących na szczyty. Większość to trawersy, szlaki wiodące przez przełęcze, nierzadko "ślepe" szlaki (powrót ta samą drogą). Oczywiście możemy wejść na każdy szczyt jeśli tylko wynajmiemy przewodnika, ale to pociąga za sobą oczywiste koszty. No chyba, że nastawiamy się na wersję "uda się albo mandat" ;o) Z pewnością miałem kiedyś na myśli jakieś czwarte i piąte primo ale teraz niestety uleciało z główki, więc powyższy - jakże niepełny - opis wrażeń z słowackich Tatr Vysokich musi wystarczyć.

Ponieważ wszystkei fotki wraz ze stosownym opisem od pewnego czasu wrzucam do galerii, więc tym samym nie zamieszczam ich tutaj. Zapraszam do działu GALERIA